*
*
*
*
*
*
Rozmiar: 17297 bajtów
Czwartek, 13 grudnia 2018 - 347 dzień roku
Aktualności

Ewangelia

Rok A
Rok B
Rok C
Ewangelia aforyzmy

Aforyzmy rok A
Aforyzmy rok B
Aforyzmy rok C

Ewangeliczne sentencje

Uroczystości

Święta

Święci

Fraszki

Aforyzmy

Aforyzmy religijne
Aforyzmy z życia

Wiersze

Wiersze religijne
Wiersze z życia

To i owo

 

Maryja...
Maryja …
 
Nazaret miejscem
Jej zamieszkania.
Dom skromny,
schludny i czysty.
 
Rodzice pobożni
jedną Ją mieli,
była ich marzeniem,
spełnieniem nadziei.
 
Była panienką,
młodą, młodziutką,
z rumieńcem
na twarzy,
z ciemnymi włosami,
oczyma z blaskiem,
zamyślonymi.
 
Cichą, pokorną,
skromniutką.
 Bóg na nią wejrzał,
dojrzał i obdarzył
darami, łaskami,
przywilejami,
o jakich człowiek
nie mógł marzyć
i nie marzył.
 
W dowód wybrania
doznała odwiedzin
Anioła Gabriela,
Zwiastowania.
 
Osobą anioła,
jego słowami
się zdumiała.
propozycją zmieszała.
Zgodę wyraziła,
„tak”
Bogu powiedziała.
 
I powiem Ci, że wiem,
czego Ona
wtedy nie wiedziała.
Jak potoczy się życie Jej,
czego zazna
jako Matka Chrystusa.
Kto pomoże Jej w utrzymaniu,
wychowaniu Syna,
który przez swe
przyjście na świat
wymaga poświęcenia,
troski,
matczynej miłości.
 
Tego nigdy Jej nie braknie,
brakować nie będzie.
 
Innym
braknie zrozumienia
dla matki brzemiennej.
Kłopotu nie chcieli
mieszkańcy Jerozolimy
nie dając Jej
na noc schronienia,
i urodzi Chrystusa,
w stajence betlejemskiej.
 
Tego Anioł Gabriel
Jej nie powiedział.
Czyżby on,
wysłannik Boga
tego nie wiedział.
Być może,
nie wyruszyłaby w drogę
z Nazaretu.
miałaby usprawiedliwienie
za nie wzięcie udziału
w spisie ludności.
A tak,
została zdana na drugich,
ludzi bez serca,
nie czułych,
bez wyrozumiałości.
 
Powiem Ci jeszcze coś.
Nigdy z Jej ust
skargi nie usłyszysz
pod adresem ludzi,
którzy głośno
do wiary w Boga
się przyznawali,
a swym postępkiem
kłam temu zadali.
I być może
następnego dnia
owce, woły,
w świątyni jako ofiarę
 Bogu składali.
 
Usłyszą po latach,
aż Chrystus dorośnie.
Powie im sam,
że wiara w Boga,
miłość ku Bogu,
musi mieć wpływ
na postępowanie.
Że nie owce,
nie kozły
składane w ofierze
świadczą o wierze,
a bliźni w potrzebie
dostrzeżony.
 
 Bóg
Jej cierpliwość nagrodził,
bo danym jej było
patrzyć z radością
na przychodzących
do stajenki z darami
pasterzy,
mędrców.
Była wdzięczna,
urzeczona
ich zatroskanymi sercami.
 
Z bólem serca
przyjmuje wieść,
którą Józef w śnie
od anioła otrzymał,
że od króla Heroda
grozi niebezpieczeństwo.
Zdana
na Boga,
na zapobiegliwość Józefa,
zawija swe maleństwo,
bierze na ręce,
siada na osiołka.
A Józef,
Drepta obok Niej.
 
Poszli w daleką drogę,
w obcy kraj,
do Egiptu.
I domyślać się tylko mogę
jak wielką miała
w swym sercu troskę
by nic złego
nie spotkało ich,
i nic nie zagrażało
dziecięciu.
 
Czasu wiele miała
na przemyślenia.
Mimo niedogodności,
kościstego grzbietu osła,
swe dziecko
do serca przytulała
i pytała sama siebie
dlaczego?
doznają tyle cudowności.
W pamięci odnajdywała
słowa anioła
„Będzie Synem Bożym”.
To, dlaczego?
tyle przeciwności.
Tego nie pojmowała.
 
Obcy kraj
był im schronieniem
na czas niedługi.
Bo sprawiedliwy Bóg
 Heroda śmiercią powalił,
tak jak on niewinne dzieci
życia pozbawił.
Dlatego,
bo zląkł się tego,
co usłyszał od Mędrców,
którzy pytali jego
o miejsce narodzin
 króla żydowskiego.
 
Niebezpieczeństwo zażegnane.
Dziecko podrosło,
przybrało na wadze
i znów cichutko
na osiołka siada,
bo tak anioł powiedział
we śnie Józefowi
i w drogę.
Rada,
że wraca
do swego rodzinnego domu,
w którym rozmawiała
z Aniołem.
 
Zawsze droga powrotna
krótszą się wydaje.
Bo radość
spotkania z bliskimi
bliższa się staje.
I przychodzi chwila,
że Maryja
z sercem radosnym,
Józef zadowolonym,
utrudzeni, zakurzeni,
Ona z dzieckiem na ręku
z osiołka
zsiada przed domem.
A tu spotyka otwarte ręce,
łzy radości swych rodziców,
czekający ich dom
ofiarujący godne warunki
i kochające serce.
 
Najbardziej ciekawi dziecka.
Przyglądają się, wpatrują,
biorą na ręce,
wszystko im się podoba.
I czarne włosy,
 piękne duże oczy,
i gdzie się da całują.
 
Wreszcie w domu,
koniec tułaczki,
zaczyna się normalne życie
w przyjaznych warunkach.
Józefa, Jezusa i Jego Matki.
 
Na matczynych rękach,
w powijakach,
w kołysce,
głodny płakał,
pierś dostawał.
Nakarmiony, syty,
oczka zamykał,
spał i chrapał.
 
Wtedy cichutko,
bezszelestnie
na palcach chodziła
szczęśliwa,
że może coś zrobić.
 Józefa poprosiła
o drzewo do kuchni,
by ogień rozpalić,
posiłek przygotować.
 
Jezus spał,
a Ona sprzątała,
pieluchy prała.
 
Dziecko rosło
w rodzinnej atmosferze,
pod czułym okiem Mamy
i Józefa troską.
 
Radością
było raczkowanie
i pierwsze
nieudolne stawanie.
Próba chodzenia
i wywracanie.
 
I trzeba
dzieciaka pilnować.
Zaczyna
pod nogami się plątać,
wszystko ściągać,
wszędzie zaglądać,
wywracać, rozrzucać.
A Ona cierpliwie poustawia,
poukłada, powkłada,
będzie sprzątać
i na szczęśliwą wygląda,
że mały, zdrowy,
dzielny, żwawy,
choć bałaganiarz.
 
Z radością słyszy
Jego pierwsze słowa
„Mama”.
Bardzo się cieszy.
Wszystkim rozpowie,
że mówić zaczyna,
sylaby składa.
 
Ręce ku Niej wyciąga,
na rękach by chciał
by ponosić,
by zająć się nim
ufnie na mamę spogląda.
 
Czas niemowlęctwa minął.
Wyrósł z kołyski,
wózka, pieluch.
O własnych siłach
z domu wychodzi.
Tym wabi
sobie podobnych,
choć pod opiekuńczym
okiem Mamy.
 
Z rówieśnikami
w piasku się bawi,
domki stawia
i ku ich uciesze
ptaszki z gliny skleja,
rzędem ustawia.
Wszyscy patrzą,
podziwiają,
a Jezus mały
klasnął w dłonie
i ptaszki poleciały.
 
Dzieci do tej pory
nigdy jeszcze
czegoś takiego
nie widziały.
 
Mama słysząc,
tylko się uśmiechnęła.
Domyślała się
skąd ta sprawność
się wzięła.
 
Jeszcze nie jeden raz
zrobi coś,
czym innych
w zdumienie wprawi,
a będzie to zawsze pożytkiem,
nigdy na złość,
nigdy nikomu
swymi pomysłami
przykrości nie sprawi.
 
Przyszedł czas szkoły,
nauki czytania,
pisania.
Nie wiem czy zadowolony.
Każdego dnia z rana,
z podobnymi sobie
do świątyni zmierza,
bo w niej
jest miejsce nauczania.
 
Elementarzem
Księgi Mojżesza,
Powtórzonego Prawa,
Księgi Historyczne,
Prorocy.
Na nich poznawał litery,
uczył się sztuki czytania.
Z nich czerpał wiedzę
o swoim narodzie.
 
Do domu
zamyślony wracał.
Mamie opowiadał,
stawiał pytania.
Nie wszystkie łatwe,
bo i dla Niej były zagadką
bez rozwiązania.
 
Nie mógł zrozumieć
jak? mogło się stać,
że Bóg proroków posyła,
są posłańcami Boga,
a naród ich nie słucha,
lekceważy,
z kraju wyrzuca,
pozbawia wolności,
znęca się nad nimi,
męczy, zabija
jak największego wroga.
Odpowiadała krótko,
dosadnie.
Taką cenę
płaci się za prawdę,
której słuchać nie chcieli
bo dotykała ich życia.
Złego postępowania,
niezachowania
Bożego Prawa.
Za to wisiał nad nimi
gniew Boga,
Boża kara.
 
Jezus słuchał swej Mamy
zadumany
i pyta dalej,
to jak mogą ci sami
w świątyni
zarzynać woły,
barany,
i składać w ofierze
Bogu?
 
Maryja wyjaśnia
zgodnie z prawdą.
Na tym polega ich zło,
ich fałsz,
ich zakłamanie,
że czyniąc źle
nie mają ochoty
na zaprzestanie.
 
Jezus
spuścił głowę
i powiedział Mamie,
że jutro w szkole,
rabiemu postawi
to samo pytanie.
 
Pytaj,
powiedziała Maryja
i pomyślała,
chyba kłopoty się zaczną,
zwróci na siebie uwagę
przez takie pytania.
 
Za to Józef
w wykładowcę się nie bawił.
Zawsze
niezmiennie powtarzał,
że Bóg dobro nagradza
a zło karze.
A tego karania było wiele.
Pomyśleć:
poganie, rzymianie
narodem rządzą,
wolność odebrali,
z świętości szydzą,
wierzący lud uczynił
swymi niewolnikami.
 
Jezus coraz chętniej
pytał Mamy.
Coraz więcej czasu
spędzał z Józefem przy pracy,
w której pomagał
ale i stawiał pytania,
na które
odpowiedzi się domagał.
Było ich coraz więcej
i nie na wszystkie dostawał.
 
Czas płynął, dorastał,
młodzieńcem się stawał
i bywały zdarzenia,
które rodzice
na długo zapamiętali.
 
I tak,
raz wielkiego strachu napędził
mamie i Józefowi.
Byli w Jerozolimie
na Świętach Paschy.
Jezus przebywał z rówieśnikami
i Jego rodzice sądzili,
że będzie wracał razem z nimi.
Ale się pomylili.
Musieli z drogi zawrócić
by po trzech dniach
znaleźć go w Świątyni
rozmawiającego z uczonymi.
I tak się stało,
że mimo strachu rodziców,
oprócz wyrzutu,
synkowi się nie oberwało.
 
Maryja przeczuwała.
Coraz częściej
będzie Go widziała
pośród takiego grona.
Bo dorasta,
mężnieje,
zna problemy,
poznaje ludzi,
otoczenie,
powstają pytania,
szukanie odpowiedzi.
A On
Coraz bardziej poważnieje,
coraz więcej
zagadek się pojawia.
 
 Maryja patrząc na syna,
Jego poczynania,
na pamięć jej przychodzą
słowa anioła
w chwili Zwiastowania.
„Syn Boży”
duma Ją napawa,
że jest Jego Matką
radości doznała,
ale też przeczuwa,
że i cierpień to przysporzy.
 
Szczęścia w tym doznała,
że Go miała
długo przy sobie.
Dopiero
w trzydziestym roku
swego życia
opuszcza dom,
całuje Jej ręce,
 policzki, skroń.
 
A Ona znakiem
matczynego błogosławieństwa
wyraża swe życzenie
pomyślności,
szczęścia,
powodzenia,
ustrzeżenia od przykrości.
Przeciwieństw losu,
wypadku,
od złych ludzi.
 
Długo stoi
w progu domu.
Towarzyszy synowi
swym wzrokiem.
On czuje go na sobie,
odwraca się,
ręką pomachał Jej.
Poszedł swą drogą.
A wizerunek
Jej twarzy
na zawsze zachowa
w sobie,
W sercu swoim.
 
Długo stała przed domem.
Myślała,
że może jeszcze raz
odwróci się do Niej,
że zobaczy
Jego rękę
w geście pożegnania.
 
Tego nie zrobił.
Szedł
miarowym krokiem,
a każdym oddalał się
od rodzinnego gniazda.
Bo przyszedł
na Niego czas
pracy, trudu,
wypełnienie
swego posłannictwa.
 
Tak rozpoczął
misję proroka,
misję nauczyciela,
tak wzeszła gwiazda
Chrystusa Zbawiciela.

cdn.
0 Comments
Posted on 19 Dec 2016 by jacek
Content Management Powered by CuteNews
TytuĹ‚  
Strona główna
Dodaj do ulubionych
KONTAKT
Ilość odwiedzin: 665233
Ilość osób online: 3
Logowanie
BLOG

Locations of visitors to this page
s